Ech… znowu obejrzałem “choliłódzką szmirę” pt. “Ostatni Samuraj”. Nie przepadam za “Tomkiem Kruzem” i jego sposobem grania. Drażni mnie jak odwzorowuje granego przez siebie bohatera. Nie ważne czy jest tajnym agentem w Mission Impossibe (chyba tak to się pisze), zamachowcem knującym spisek na Hitlera w Valkirii, ostatnim Samurajem. Dla mnie może być nawet ostatnim mohikaninem…. zawsze będzie mnie drażnił, ponieważ wszystkie postacie gra tak samo.

Spytacie więc po co oglądałem ten film po raz kolejny?

To proste – Kocham Japonię, interesuję się nią, chłonę ją każdym zmysłem. Marzę, aby móc kiedyś na własne oczy zobaczyć górę Fuji, poczuć woń kwitnącej wiśni, zanurzyć się w zgiełku Tokio…. dopiero wtedy będę na prawdę szczęśliwym człowiekiem.

Dzisiaj zamiast barwnej, hollywoodzkiej opowieści o japońskich rycerzykach, ujrzałem opowieść o samym sobie. Zobaczyłem historię o zderzeniu własnych ideałów i zasad z otaczającym nas światem… Dzisiaj zadałem sobie pytanie: “Czy postępuję według zasad według których zostałem wychowany? Czy może uległem szarej rzeczywistości, pokusie?” Ilu z nas postępuje zgodnie z własnym sumieniem w dzisiejszym świecie? Ilu z nas kroczy drogą BUSHIDO – drogą nakreśloną przez własne ideały? Walcząc o swoje wartości z otaczającym nas światem, walczymy o samego siebie. Nawet jeżeli będziemy musieli przegrać…. Mimo naszej porażki będziemy zwycięzcami…. Każdy kto walczy o pozostanie sobą jest samurajem… Ostatnim sprawiedliwym… SAMURAJEM.

Pod koniec filmu Cesarz Japonii wypiedział słowa które zmusiły mnie  (to chyba dobre słowo) do dzisiejszej refleksji..

Nie zapominajmy kim jesteśmy, ani z kąd pochodzimy”

W tym tkwi nasza siła!

Dobranoc moi mili.