Witajcie (ciekawe czy ktokolwiek będzie to czytał…)

Tak się jakoś złożyło, że dzisiaj wypadają moje 27 urodziny. Zamiast być radosnym, jestem smutny… -Dlaczego?

-Zadałem sobie dzisiaj pytanie: co udało mi się osiągnąć przez te wszystkie lata? Zawsze byłem dla siebie surowy… Dzisiaj w dniu moich kolejnych urodzin stwierdzam, że nie osiągnąłem nic z czego mogę być dumny. Nie mam osiągnięć, którymi mogę się szczycić, jeszcze nie dorobiłem się majątku, nie mam własnego domu, moich prawdziwych przyjaciół mogę policzyć na palcach jednej ręki…

Jednakże z jednej rzeczy jestembardzo szczęśliwy… Jedna rzecz sprawiła, że moje 27 urodziny, są lepsze od 26.

15.XII.2008 poznałem kogoś wyjątkowego… Osobę która daje mi siłę, wspiera mnie, przy której jestem szczęśliwy, z którą rozumiem się bez słów… Dla niej jestem w stanie dokonać rzeczy niemożliwych. Sylwio – Bogu dziękuję, że nasze drogi skrzyżowały się tamtego zimnego, grudniowego wieczora.

KOCHAM CIĘ!